Co trzeba wiedzieć, aby samodzielnie nauczyć psiaka właściwego zachowania dorosłego i szczeniaka. Część 2

art_10_2

Metody szkoleniowe psów.

Tak jak napisałem w pierwszej części, metodą tresurową psów jest dobór stałych zachowań i czynności człowieka, oraz dobór odpowiednich akcesoriów celem osiągnięcia trwałych i pożądanych umiejętności psa.

Zanim przejdę do opisania pozostałych trzech stosunkowo niedawno wymyślonych metod szkoleniowych, wrócę do bardzo ważnej umiejętności zabawy i stosowania odpowiednich akcesoriów w czasie i miejscu.

Nie do końca chodzi tu o smyczki, obróżki, szelki i inne sprzęty, ponieważ powinny one być stosowane doraźnie i tylko na samym początku treningu kierując się prostym i prawdziwym stwierdzeniem, że psy kochają dla nas pracować jednak człowiek nie zawsze to rozumie i umie to wykorzystać dla dobra swojego oraz psa.

Psa uczymy efektywnej prazy przez odpowiednią zabawę z odpowiednim aportem. Głównie chodzi tu o wzbudzenie pożądania przedmiotu i chęci jego zdobywania. Dotyczy to również umiejętności karmienia i dotyku. Wtedy opisane wcześniej metody i te które opiszę za chwilę mają swoją rację bytu lub wykluczenia.

Przy każdym artykule będę zwracał uwagę na najistotniejszą rzecz mianowicie to, że psy są najbardziej empatycznymi zwierzakami i to co się z nimi dzieje, zależy od nas samych a nie od stosowanych metod.

Wracając do głównego tematu, zostały do opisania trzy metody. Jedna bardzo rozgłośniona i rozreklamowana tzw. klikierowa oraz dwie pozostałe, które nazwałem cichymi lub wstydliwymi. O tych metodach bardzo rzadko się mówi, jedynie wśród specjalistów lub znajomych. Pierwsza z tych wstydliwych to metoda prądowa – poprzez użycie różnego typu obroży elektrycznych, zapobiegających nadmiernemu szczekaniu, oddalaniu się z wyznaczonych miejsc i regionów. Dyscyplinowanie przy braku posłuszeństwa. Z własnego doświadczenia wiem, że większość właścicieli i niektórzy treserzy bezkrytycznie używają tego rodzaju sprzętu.

Moim zdaniem, jest ona tak bardzo szkodliwa dla psychiki psów, że powinna być prawnie zakazana. Niestety niektóre sklepy a przede wszystkim internetowe zarabiają krocie na tych sprzętach.

Chciałbym w tym miejscu zapewnić wszystkich czytelników, że ja i moja firma Happy Paw nie posiada takich sprzętów a zwłaszcza obroży i nigdy ich nie użyje.

Ten fragment artykułu piszę z pewnego rodzaju złością, ponieważ spotkałem się w przeszłości i teraźniejszości z zarzutem, iż Polacy i ludzie z dawnego bloku komunistycznego nieludzko traktują psy używając czasami obroży kolczastych. Ja osobiście nie potrzebuję ich używać, ale sądzę, że jest to bardziej zrozumiałe i humanitarne niż obroża elektryczna, gdyż używanie obroży elektrycznych jest załatwianiem brudnej roboty w białych rękawiczkach.

Drugą metodą z tych cichych jest metoda seksualna (wstydliwa). W metodzie tej nie chodzi absolutnie o jakiekolwiek kontakty seksualne pomiędzy psem a człowiekiem. Chcę państwa uspokoić, że w tej metodzie chodzi głównie o specjalny rodzaj dotyku pewnych części ciała psa. Jest to połączenie masażu z głaskaniem. Musi tu być odpowiedni dobór siły nacisku i czasu. W tej metodzie nie wolno nam dotykać psich genitaliów, chyba że przy badaniu lub higienie. Miejsca, które powinny być brane pod uwagę to: podbrzusze, pachwiny, tylne łapki psa, błona pomiędzy opuszkami palców, okolice ucha wewnętrznego i zewnętrznego. Umiejętne stosowanie tej metody znacznie poprawia relacje pomiędzy psem i człowiekiem, stabilizuje i poprawia dominanckie i tchórzliwe psychiki psów.

Pisząc o tak zwanej metodzie klikierowej na pewno narażę się niejednemu treserowi i producentowi tego gadżetu.

Moim zdaniem metoda ta nie szkodzi ale też nic nie poprawia i działa na zasadzie placebo. Niejednokrotnie widziałem i rozmawiałem z ludźmi, którzy stosowali ten gadżet. Mam w pamięci wydarzenie z treningu, gdy starszej pani uciekł piesek przybiegając do mojego, ale nie dał się nikomu złapać. Przez około 15 minut starsza Pani wraz ze mną usiłowała go złapać używając klikera, oddalając się i przybliżając, bo tak piesek miał być nauczony. Dopiero po spuszczeniu mojego psa, który był pod pełną kontrolą, pozwoliłem psom się wybiegać i po krótkim czasie zmęczony piesek wrócił nie do właściciela lecz do mnie razem z moim psem.

Przed napisaniem tego artykułu oglądałem wiele filmików reklamowych jak uczyć psa stosując tę metodę. Pisząc ostatnie zdania wiem, że nie każdy właściciel psów, który używa tej metody zgodzi się ze mną. Jednak z czystym sumieniem twierdzę, że jest to metoda nieemocjonalna, nie budująca więzi i przypomina mechaniczny tucz gęsi. W sytuacjach silnych bodźców rozpraszających nie działa.

Roman Wolsza

...If You Like it, Share it...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

One thought on “Co trzeba wiedzieć, aby samodzielnie nauczyć psiaka właściwego zachowania dorosłego i szczeniaka. Część 2

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Szczególnie zainteresowała mnie część o klikerze. Jakoś nigdy specjalnie ten przyrząd mnie nie przekonywał, choć nie wiedziałam czemu. Uważałam, że ucząc psa reakcji na konkretny gadżet zamiast na moją komendę, mogę się stać któregoś dnia bezradna, gdy na przykład zapomnę zabrać klikera ze sobą na spacer. Stosowałam więc jedynie metodę smakołyków, jednak z różnym skutkiem. W końcu doszłam do wniosku, że skoro mam dużego psa (owczarek niemiecki) i że przyjdzie mi z nim żyć przez najbliższe kilkanaście lat, warto zatroszczyć się o profesjonalny trening. Poszukałam w internecie trenerów, poczytałam opinie i wybrałam jednego z polecanych przez absolutnie wszystkich trenera. Pan przyjechał i pomijając inne aspekty tej niezbyt udanej wizyty, wyjął właśnie klikera. Zarekomendował maleńkie, żółte pudełeczko z blaszką w środku, jako rozwiązanie wszystkich naszych problemów z psem. Dodam, że pies nie jest bardzo problematyczny. Suczka o bardzo spokojnym usposobieniu, ufna do ludzi i lubiąca dzieci. Wszystkich odwiedzających nasz dom wita zawsze z ogromnym entuzjazmem i radością.W domu aniołek, na spacerach jednak pojawiać się zaczęły problemy z dyscypliną. Zdarzać się jej zaczęło ciągnięcie na smyczy, szczególnie na widok innych psów z którymi chciała się zawsze bawić. Na widok dużych samochodów i motorów reagowała tak, jakby chciała je gonić. Co prawda karnie wracała na zawołanie, ale tylko, gdy w otoczeniu nie było ciekawszych bodźców, jak na przykład pies czy ptak. Stąd też chęć szkolenia psa, tak aby zawsze przychodził na zawołanie i chodził przy nodze na komendę. Wracając do klikera, byłam zdumiona, że to małe cudo ma zmienić mojego psa. Treser poklikał kilka razy pokazując nam jak to działa i wyznaczył mnie do wydawania psu komendy siad. Gdy pies usiadł, miałam kliknąć i natychmiast dać smakołyk. Po kilku takich próbach, przy których było widać, że psa ten dźwięk ewidentnie denerwuje, osiągnęliśmy zdumiewający efekt. Pies wycofał się z pokoju i do końca spotkania nie chciał wejść z powrotem. Pan treser był bezradny, pies się wycofywał za każdym razem, gdy on próbował zrobić choć krok w stronę psa. Sytuacja była patowa, nic nie dało się zrobić i atmosfera zaczęła być niezręczna. W końcu treser postawił diagnozę. Nasz pies miał mieć ponoć jakieś zaburzenia zachowania, może i psychiczne. Polecił stosowanie specjalnego zestawu kropli Bacha dla zwierząt i gdy to nie pomoże, sugerował, że pies będzie musiał poddać się terapii behawioralnej, być może z zastosowaniem leków psychotropowych. Przypominam, że piszę o siedmiomiesięcznym szczeniaku! Te wiadomości absolutnie mnie zdołowały. W moim życiu od zawsze były psy, w tym owczarki, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłam podobnych problemów. Pies po wyjściu Pana tresera natychmiast odżył i zaczął zachowywać się normalnie, tak jak wcześniej, na wieczornym spacerze poznał nowego człowieka i był jak zwykle przyjazny. Pies doszedł do siebie niemal natychmiast, ale my długo się zastanawialiśmy co zrobić, kontynuować dalsze spotkania czy sobie odpuścić. W końcu doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu kontynuować z tym Panem, ale warto przetestować kolejnego trenera i zobaczyć jak zachowa się pies. Tak trafił do nas Pan Roman. Kilka pierwszych minut pies bacznie go obserwował, podejrzewam, że sunia skojarzyła sobie sytuację z poprzednim wydarzeniem i nie była pewna, jak ma się zachować. Po kilku jednak minutach już dawała się głaskać, jadła od Pana Romana smakołyki a nawet zaczęła się bawić z nim piłeczką. Reszta spotkania upłynęła bardzo miło zarówno nam jak i psu, było widać dosłownie radość w jej oczach z wykonywanych poleceń i autentyczną chęć do nauki i zabawy. Jaki jest więc mój wniosek? Nie do końca umiem wytłumaczyć co się wydarzyło podczas wizyty pierwszego trenera i skąd wzięła się ta nieufność do niego u ufnego i przyjaznego normalnie psa, ale myślę, że mogę kojarzyć tą reakcję z użyciem klikera. Nieprzyjemny dla psa dźwięk, używany w momencie gdy pies bardzo się na wykonaniu poprawnie komendy wzbudził prawdopodobnie u psa lęk i niechęć. Kliker nie pomógł nam zbudować czy pogłębić więzi z psem, jedynie budowaniu tej więzi przeszkodził. Dużej szkody nie było, bo sytuacja trwała krótko i była jednorazowa, ale myślę, że na dłuższą metę mogłoby to wywołać negatywne i trwałe skutki. Pies ma się dobrze, trenujemy pod okiem Pana Romana i choć jesteśmy dopiero po drugiej lekcji, już widoczne są zmiany. Spacer z psem zaczyna być przyjemnością a zabawa najlepszą i pełną radości formą relaksu. Dziękujemy Panie Romanie i my i pies a klikerowi mówimy zdecydowane NIE!!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *